Bachleda

Mieczysław Łacek


Z Bachledówki, patrząc w kierunku Nowego Targu, widać Maruszynę. Związana jest z nią taka legenda. Cystersi wysłali pod górę Żdżar w jakiejś sprawie młodego mnicha. Napotkał on na swojej drodze w okolicach dzisiejszej Maruszyny, przy źródle młodą góralkę piorącą bieliznę. Miała na imię Marysia. Tak się mu spodobała, że postanowił zostać i się z nią ożenić i tak też zrobił. Od tego czasu ludzie pytani dokąd idą, odpowiadali: „do Marysinej”[1] (w domyśle „chatki”). 

      Kierując wzrok w stronę Tatr, po lewej stronie widzimy zaś miejscowości Sierockie i Bustryk. Legenda głosi, że założyli je dwaj bracia. Jeden mieszkał w dzisiejszym Sierockim, drugi w Bustryku. Ten, który mieszkał w Sierockim, osierocił dzieci. Przed śmiercią przykazał im, że jak umrze, to mają słuchać stryka (tak się nazywa brata taty). Osierocone dzieci zapytały kiedyś stryka: Co dziś momy robić? Stryk zażartował: Możecie zaorać boisko w stodole (klepisko). Oni uwierzyli i …wyorali garnek ze złotymi monetami. Zazdrosny stryk przyszedł kiedyś w nocy w przebraniu byka, aby ich postraszyć. Chodził dookoła domu i wołał: buuu, buuu. Ale dzieci go rozpoznały i odtąd wołały na niego: BU(UUU)STRYK. Odtąd jego miejscowość nazywa się Bustryk a ich Sierockie[2]

 

Jurgów na Spiszu założył niejaki Jurko, który uciekł w to miejsce, bo groziła mu śmierć za jakieś przestępstwo[3]. Według innej legendy, jakiś uciekinier wybrał wolne życie w górach i zamieszkał na Gubałówce, gdzie miał dostęp do obfitego źródła[4]

Legenda głosi, że na górze od północy na Grandeusiemieszkał jeden wielkolud, a drugi po przeciwnej stronie na Kurosówce, gdy podawali sobie na ciupagach ogień, pewnego razu spadła im hubka i wypaliła głęboką dolinę, gdzie leży obecnie miejscowość Łapsze Niżne.  

 

        Natomiast na Bachledówce miał zamieszkać niejaki Bachleda, szlachcic, który wraz z dwoma innymi szlachcicami uciekł z dworu królewskiego, lękając się gniewu króla.  Jeden z nich zamieszkał  na Chodówce położonej między Szkrzypnem a Maruszyną, a drugi w Mulicach położonych między Ratułowem a Cichem. Bachleda ukradł prawdopodobnie prosię temu z Muliców. Być może  ukradł też coś z bydła również temu z Chodówki.  Zmówili się więc obaj i przegnali z Bachledówki Bachledę, który osiadł na zboczu przy Zakopanem pomiędzy wzgórzami Ciągówka i Gubałówka. To miejsce obecnie też się nazywa Bachledówką[5]

Według innej wersji na Bachledówce, ale w innym miejscu niż znajduje się klasztor paulinów, był dwór szlachcica Bachledy (w stronę Ratułowa od kapliczki przy drodze do klasztoru, gdzie potem stał dom gospodarzy o przydomku „Wierchowi”). Bachleda miał służącego Brzuchacza. Będąc wdzięczny za jego wierną służbę, obdarował go ziemią. Miał jej dostać tyle, ile zdoła przejść w określonym czasie. Obszedł on obszar, który później nazwano Brzuchaczami (przysiółek Czerwiennego od strony Ratułowa)[6]

 

Nazwa Bachledówki wskazuje na szukanie. „Ba” w języku czeskim i gwarowym góralskim znaczy „tak” („ba, to je prawda”– „tak, to prawda”). A słowo „chledać” w języku staropolskim znaczy „szukać”. Tutaj szukała miejsca namodlitwy nauczycielka z Czerwiennego (prawosławna, która przeszła na katolicyzm). Przychodziła na Bachledówkę w białej sukni, by razem z dziećmi modlić się za tutejszą ludność. W miejscu, gdzie się modliła, zawiesiła na drzewie krzyż. Tu szukali schronienia cyganie. Tu mieli przed wojną jacyś zakonnicy wybudować klasztor, kościół i założyć Kalwarię. Tu w południe słyszano od dawien dawna bicie dzwonów. Wincenty Bednarz mawiał do swoich sąsiadów: "Słyszycie jak na Bachledówce bijom dzwony?", ale inni tego nie słyszeli. Potwierdza to jednak i jeszcze inna osoba z Ratułowa. 

 

        Ludzie z Czerwiennego, zwłaszcza z Budza, mieli daleko do kościoła parafialnego, który znajdował się w Nowym Bystrem. W tym czasie proboszczem był ks. Stanisław Proszak. Rozumiał on tę uciążliwość i postanowił mieszkańcom Czerwiennego pomóc. Zalecił im odmawianie różańca i powiedział: "...Matka Boża wam pomoże". Rozpoczęto więc odmawianie różańca na Budzu pod Smrekami. Mieszkańcy modlili się chyba przez dwa lata. W 1954 roku Rozalia Miśkowiec miała dziwny sen: rano idzie po wodę do studni, aż tu nagle zauważa wielką jasność idącą od Bystryku przez Sierockie wprost na Budz. W jasności widać obraz Matki Boskiej. Cieszy ją ten widok i myśli, że Bóg wysłuchał ich próśb. Ale... obraz nie zatrzymuje się na Budzu, wędruje dalej w stronę Bachledówki... Z żalu, z wielkim płaczem budzi się. Sen okazał się proroczy, bo oto za rok, w 1955 roku przybywają na Bachledówkę paulini z Obrazem Matki BożejJ asnogórskiej.  

        Na kanwie tego widzenia poetka z Czerwiennego Bronisława Słodyczka, zwana „Pocoskom”, napisała wiersz„Boże Narodzenie” o tym, jak to Bóg wybrał Bachledówkę na miejsce swegonarodzenia.  

 

Ludzie na świecie co się to dzieje, 

Co w środku nocy w Sierockim dnieje. 

Okrutna jasność idzie od Wschodu, 

A kajsi w niebie śpiewają Bogu. 

 

Ognista łuna furt się pomyko 

Roz jest jaśniyjso, to zaś zaniko. 

Już oświeciła Zapasieczanów, 

Za małą chwilę znów Cyrwiynianów. 

 

Nad Bachlydówką się zatrzymała 

Szopiątko w lesie w mig oświeciła, 

A w tym szopiątku Nojświętsza Panna 

Dzieciątko tuli, siankiem ogarnia. 

 

A święty Józef opiekun wierny 

Głowa Nojświętszej Rodziny, 

Stanął od wiatru i płaszczem swoim 

Jak może osłania ciałko Dzieciny. 

 

Gwiazda zaś stoi i jasno świeci, 

Widzą ją ze wsi starsi i dzieci. 

Chłopcy do wiercha się ponaglają, 

Co wtóry przyniósł, dary składają. 

 

Święci Janieli tyz nie próżnują: 

Gloria, gloria głośno śpiewają. 

Radość niezmierna z małej Dzieciny, 

A śpiew się niesie  w syćkie doliny. 

 

Witaj nas Jezu dziś narodzony,  

W zimnej szopeczce dzisiaj złożony. 

Zamarzniys nom tu biedocku mały, 

Zimne sianecko, trzęsiesz się cały. 

 

Pójdziys chłopczyska, Dziecię ogrzejmy, 

Serduszka swoje Mu ofiarujmy. 

Ta nasa miłość już go rozgrzeje, 

Zaroz się do nos Dziecię ośmieje. 

 

A Jezus słucho, patrzy uważnie 

I myśli, żeby syćkich zbawić 

I prawą rączkę w górę podnosi 

I tak im syćkim błogosławi. 

 

Błogosław Jezu góry i lasy 

I syćkie polskie dziedziny. 

Błogosław Jezu po syćkie czasy 

Mieszkańców naszej Ojczyzny. 



[1] Por. K. Strauchmann, Tajemnice skalnej ziemi, Pruszków2001,  s. 12-13.

[2] Por. tamże, s. 19.

[3] Por. tamże, s. 14.

[4] Por. tamże, s. 21.

[5] Napodstawie rozmowy O. Mieczysława Łacka  zO. Stanisławem Jaroszem i jego tatą Janem Jaroszem z Czerwiennego.

[6] Na podstawie rozmowy O.Mieczysława Łacka z Władysławem Jarząbkiem z Czerwiennego.

Strony www dla firm - szybko i za darmo!